Michalici

Czy jesteśmy głodni?

01-08-2020

facebook twitter
18 Niedziela Zwykła. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi...

Mateusz 14,13-21

Gdy Jezus to usłyszał, oddalił się stamtąd w łodzi na miejsce pustynne, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych.

A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: «Miejsce to jest puste i pora już spóźniona. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności!». Lecz Jezus im odpowiedział: «Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść!». Odpowiedzieli Mu: «Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb». On rzekł: «Przynieście Mi je tutaj!». Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości, i zebrano z tego, co pozostało, dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.

Jezus zna ludzkie głody. Spogląda na tłumy z tą przenikliwą miłością, która rozbudza w Nim poryw Bożego współczucia: dam wam chleba i dam wam o wiele więcej, Ja sam jestem chlebem na wasz wielki głód.

Ewangelista dyskretnie nawiązuje do Eucharystii: "Wziął chleby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby, dał je". Dziś w naszym rozważaniu zadamy sobie pytanie: czy przystępujemy do Komunii świętej, ponieważ czujemy głód, który jeden tylko Jezus może zaspokoić?

Być może zostaliśmy nauczeni inaczej: "Nieuczestniczenie we Mszy świętej jest grzechem śmiertelnym". Odkąd ludzie przestali bać się tego grzechu, przestali przychodzić na Mszę świętą. Nie znam młodych ludzi, którzy przychodziliby na Mszę tylko dlatego, że jest ona obowiązkowa. Przychodzą na nią jedynie wówczas, gdy obudzono w nich głód.

Kiedy obowiązek uczestniczenia we Mszy świętej niedzielnej szedł w parze z głodem eucharystycznym, obowiązek był czymś dobrym, ponieważ wzmagał głód albo dopełniał chwilowy brak apetytu, apetyt bywa kapryśny. Ale obowiązek mógł też maskować brak głodu, a wówczas funkcjonował jedynie na zasadzie rutyny i przymusu. Teraz, kiedy kościoły pustoszeją, należy powrócić do obowiązku czy na nowo obudzić głód?

Cud rozmnożenia chleba i bolesny problem dzisiejszego odchodzenia od Mszy świętej zwrócił najpierw naszą uwagę na głód innych. A my? Co nas przynagla do przychodzenia na Mszę świętą w każdą niedzielę, a może nawet codziennie?

Z pewnością powodem nie jest ani przymus, ani względy ludzkie. Czy jesteśmy również wolni od rutyny? Liturgia Słowa, jej teksty i śpiewy, są tak piękną, urozmaiconą drogą, że kiedy przychodzi chwila modlitwy eucharystycznej i Komunii świętej, nasza uwaga jest narażona na rozluźnienie. Jeśli przychodzimy bez wielkiego głodu uwielbienia, włączenia się w ofiarę Chrystusa i niemal podświadomego pragnienia, aby kochać innych tak jak sam Jezus, nasze uczestnictwo we Mszy świętej będzie nierzeczywiste, Chrystus będzie w nas nieobecny.

Aby być nakarmionym przez Jezusa, konieczne jest żywe przebudzenie wiary, dlatego Mszę świętą rozpoczynamy przygotowaniem pokutnym, po którym otrzymujemy pokarm wiary. Człowiek wierzący pochwycony jest przez dwie rzeczywistości: rzeczywistość życia i praca, czas wolny, troski, miłości i trudy oraz rzeczywistość Bożą. Nie są to dwie rzeczywistości równoległe ani przeciwstawne, jak to niekiedy mamy ochotę sobie wyobrażać. Bez Boga rzeczywistość życia jest uboga, ograniczona i przygniatająca. Ale gdy nasze życie przepełnione zostaje rzeczywistością Bożą, wtedy rozkwita ono  bezkresne, radosne, przeistoczone.

Wszystko to wiemy, ale szybko zapominamy i Chleb życia nie ma za bardzo czego karmić. Jeśli w tym momencie czujemy brak apetytu, spróbujmy wskrzesić swoją wiarę, a wówczas odnajdziemy prawdziwy głód rzeczywistości Boga i będziemy wiedzieli, dlaczego idziemy na Mszę świętą. Naszym głodem rządzi zawsze rzeczywistość. Tylko że rzeczywistość życia jest zawsze obecna, namacalna, wzbudzająca tysiące głodów, podczas gdy rzeczywistość Bożą stale trzeba przyzywać wiarą. Jedynie wiara może nam powiedzieć, do jakiego stopnia Bóg jest bardziej rzeczywisty niż wszystko inne i kiedy nam to mówi, wtedy dopiero wzrasta w nas wielki głód.

Tłumy nakarmione dzięki cudownemu rozmnożeniu chleba i ryb znów będą łaknąć. Uzdrowieni z chorób i tak kiedyś umrą. Jednak głód odczuwany przez ciało nie jest najgorszym z głodów. Również choroby i cierpienie fizyczne nie są największym nieszczęściem. Trudniej zaspokoić głód i uleczyć cierpienie duszy zranionej grzechem, która nie pamięta o Bogu i jest odłączona od źródła życia, strącona w otchłań samotności. Tego właśnie głodu i cierpienia naszych dusz Bóg dotyka w Eucharystii. "Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? (...) Posłuchajcie mnie, a dusza wasza żyć będzie". "Ja jestem chlebem życia, kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął".