Przez Parafię do Raju 45/2012

ŚW. FAUSTYNA ODDAJE SIĘ SERCU PANA JEZUSA

Jezu mój, kieruj umysłem moim, weź w zupełne posiadanie moja cała istotę, zamknij mnie w głębi Serca Swego i chroń od napaści wroga. W Tobie jedyna moja nadzieja. Mów przez usta moje, kiedy będę z możnymi i uczonymi, ja nędza największa, aby poznali, iż sprawa ta Twoją jest i od ciebie pochodzi. (Dz 76)

ŚW. FAUSTYNA OPISUJE STAN DUSZY OPUSZCZONEJ PRZEZ BOGA W OKRESIE NOCY CIEMNEJ

Ciemności i pokusy. Umysł mój dziwnie był przyćmiony, żadna prawda nie wydawała mi się jasną. Kiedy mi mówiono o Bogu, serce moje było jak skała? Nie mogłam wydobyć z serca ani jednego

uczucia miłości ku Niemu. Kiedy się starałam aktem woli trwać przy Bogu, doznawałam takich udręk i zdawało mi się, że przez to pobudzam Boga do większego gniewu. Rozmyślać zupełnie nie mogłam tak jak rozmyślałam dawniej. Odczuwałam wielką próżnię w duszy i niczym jej napełnić nie mogłam. Zaczęłam cierpieć głód    i tęsknotę za Bogiem, jednak widziałam całą bezsilność swoja. Próbowałam czytać powoli, zdanie za zdaniem i w ten sposób rozmyślać, ale i to daremne. Nic nie rozumiałam com przeczytała. Była ustawicznie przed oczyma duszy mojej cała przepaść nędzy mojej. Kiedy weszłam na jakieś ćwiczenia do kaplicy, zawsze doznawałam większych udręk i pokus. Nieraz całą Mszę św. walczyłam z myślami bluźnierczymi, które się cisnęły na usta moje. Odczuwałam niechęć do Sakramentów św. zdawało mi się, że nie odnośże żadnych pożytków, jakie dają Sakramenta święte. Przystępowałam tylko z posłuszeństwa spowiednikowi i to ślepe posłuszeństwo było dla mnie jedyną drogą po której iść miałam       i deską ratunku. Kiedy mi kapłan tłumaczył, że to są doświadczenia Boże i że – w tym stanie, w jakim jesteś, nie tylko nie obrażasz Boga, ale jesteś Mu bardzo miła, to jest znak, że cię Bóg niezmiernie miłuje i że ci bardzo ufa, że cię takimi doświadczeniami nawiedza. – Jednak nic mnie te słowa nie pocieszały, zdawało mi się, że one dale się do mnie nie stosują. Jedna rzecz mnie dziwiła, że się nieraz zdarzało, kiedy strasznie cierpiałam, to z chwilą kiedy się zbliżałam do spowiedzi św. naraz ustępowały mi te straszne udręki, jednak jak się oddaliłam od kratki, wszystkie te udręki uderzały na mnie jeszcze z większą zaciekłością. Wtenczas padałam twarzą na ziemię przed Najświętszym Sakramentem i powtarzałam te słowa: chociaż byś mnie zabił, ja Ci ufać będę. Jedna najstraszniejsza dla mnie myśl była, to ta, że jestem od Boga odrzucona. A później następowały inne myśli. –Po cóż się starać o cnoty i dobre uczynki? –Po cóż się umartwiać i wyniszczać? – Po cóż składać śluby? – Po cóż się modlić? –Po cóż się poświęcać i wyniszczać? – Po cóż czynić ofiarę z siebie na kaczym kroku? – Po cóż – jeżeli jestem przez Boga odrzucona? – Po cóż te wysiłki? – I tu jeden Bóg wie, co się działo  w sercu moim. Kiedy tak strasznie byłam ścieniona tymi cierpieniami, weszłam do kaplicy i powiedziałam z głębi duszy te słowa: czyń ze mną, o Jezu, co ci się podoba. Ja ciebie wszędzie uwielbiać będę.       I niech się stanie wszystka wola Twoja we mnie, o Panie i Boże mój, a ja wysławiać będę nieskończone Miłosierdzie Twoje. Przez ten akt poddania ustąpiły te straszne udręki. Wtem ujrzałam Jezusa, który mi rzekł: Ja zawsze jestem w sercu twoim. Niepojęta radość przeniknęła duszę moją i napełniła wielką miłością Bożą, którą zapaliło się biedne serce moje. Wiedzę, ze Bóg nigdy nie dopuści ponad to, co możemy znieść. O, nie lękam się niczego, jeżeli zsyła na duszę udręczenia wielkie, to deszcze większą wspiera łaska, chociaż jej wcale nie spostrzegamy. Jeden akt ufności w takich chwilach, oddaje Bogu więcej chwały, niż wiele godzin przepędzonych na pociechach w modlitwie. Widzę teraz, że jak Bóg chce duszę trzymać w ciemności, to nie oświeci jej ani żadna książka, ani spowiednik. (Dz 77-78)

Z „Dzienniczka” s. Faustyny Kowalskiej (Zeszyt Pierwszy)

Dodaj komentarz